sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 3 [STARA WERSJA]

Wolę nie mieć nic, niż mieć coś na niby.

Chodziła po korytarzu, rozglądając się. W mocnym uścisku trzymała zeszyt do nut oraz gruby podręcznik do historii muzyki. Nagle, na jej nieszczęście, wpadła na Amber i jej koleżanki - największą żmiję w całej szkole, a być może na całej planecie?
- Prze~
- Uważaj, jak leziesz! - wrzasnęła blondynka ze zbulwersowaną miną.
- Następnym razem będę bardziej uważać - odparła Asami, lekko ściszonym głosem. Amber parsknęła i odeszła razem z Li i Charlotte. Czarnowłosa podniosła zeszyt i książkę, po czym wyszła na dziedziniec. Usiadła na ławce, podziwiając przyrodę. Mieli jeszcze około godzinę przerwy, bo właśnie trwały nagrania najnowszych piosenek uczniów. Asami zawsze chciała nagrać jakąś płytę. Nie potrafiła tylko i wyłącznie grać na pianinie i komponować - potrafiła również śpiewać. Westchnęła.
- Co porabiasz? - usłyszała za sobą głos Lysandra.
- Lysander? Nie powinieneś teraz nagrywać jakiejś piosenki? - odwróciła głowę w jego stronę. Wiatr bawił się ich włosami, a słońce nieubłaganie grzało, choć ta dwójka znalazła bezpieczne miejsce w cieniu.
- Przed chwilą skończyłem - odparł, łapiąc łyk wody.
- Rozumiem..
- Chętnie posłuchałbym, jak Ty śpiewasz - uśmiechnął się. Dziewczyna momentalnie spaliła buraka.
- Nie umiem śpiewać - powiedziała szybko. Dopiero zrozumiała, jak głupio postąpiła.
- Każdy umie śpiewać. No chodź! - złapał ją za rękę i zaciągnął do jakiegoś pustego pomieszczenia. Odłożyła zeszyty. Stanęła jak wyryta. Miała śpiewać dla swojego idola. Od zawsze go podziwiała, nawet nie wiedząc, jaki jest naprawdę. Odchrząknęła. Nie chciała zrobić z siebie kompletnej idiotki, więc zaczęła śpiewać...

(mam nadzieję, że nie ma praw autorskich xD)

Po skończeniu, wzięła głęboki wdech i odwróciła głowę w drugą stronę. Usłyszała brawa. Nie tylko Lysandra, ale za nim stał również pewien rudy chłopak ze znudzoną miną i sarkastycznym uśmieszkiem, Rozalia, oraz dyrektorka. Nikt nie wiedział, skąd siwo-włosa kobieta się tutaj wzięła. W ramionach, jak zwykle trzymała swojego psa.
- Jesteś bardziej utalentowana niż myślałam - rzekła dyrektorka, głaszcząc po głowie Kiki.
- D-Dziękuję - odparła zawstydzona Asami.
- Całkiem nieźle, płaska desko. Nie myślałem, że taki głos mógłby się kryć w tak małej klatce piersiowej - stwierdził Kastiel. Dyrektorka rzuciła na niego groźne spojrzenie. Asami całkowicie się zarumieniła pod wpływem słów rudzielca. Skrzyżowała ręce i zasłoniła nimi klatkę piersiową.
- Pff - parsknęła. Kastiel i dyrektorka wyszli. Do dziewczyny podeszła Roza wraz z Lysem.
- Pięknie zaśpiewałaś, naprawdę! Stawiam Ci dzisiaj kawę! - biało-włosa się uśmiechnęła, patrząc na Lysandra i oczekując jego reakcji.
- Bylibyśmy naprawdę dobrym duetem - zaśmiał się chłopak. - Muszę iść, za chwilę mam zajęcia.
Asami odprowadziła go wzrokiem.
- Chodź! - Rozalia złapała Asami za rękę, nawet nie dając dojść jej do słowa, i pobiegła z nią w kierunku kawiarni.

***

Siedział na korytarzu, cały czas grając w jakąś grę. Był zapatrzony w telefon jak... nawet nie ma na to określenia.
- BU~~!- krzyknął stojący za nim Alexy.
Nic. Armin kompletnie nie zareagował.
- BUU~~!! - krzyknął znowu, tym razem głośniej.
Znowu nic. Zaczął mu machać ręką przed twarzą jak jakiś natręt.
- Alexy, durniu! Właśnie przegrałem przez Ciebie bardzo ważny mecz! Idiota! Kretyn! Ugh.. brak mi słów! - zaczął krzyczeć czarno-włosy, podczas gdy jego brat bliźniak zwijał się ze śmiechu.
- Więcej wyzwisk nie było? - spytał Alexy, ocierając łezkę z kącika oka.
- Oczywiście, że jest więcej! Do Ciebie pasowałoby każde! - wrzasnął Armin, rzucił na niego wściekłe spojrzenie i skierował się w stronę piwnicy, by dalej kontynuować grę.

***

Rozalia i Asami świetnie bawiły się w swoim towarzystwie. Siedziały w kawiarni, popijając ciepłą kawę. 
- Ty i Lysander do siebie pasujecie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jaki jest opiekuńczy! - krzyknęła Rozalia.
- Rozo, nie baw się w swatkę - zaśmiała się czarno-włosa. - Lys nawet nie spojrzałby na mnie w ten sposób.
- W takim razie.. czas rozpocząć operację Lysander x Asami! - krzyknęła, łapiąc ją za rękę i wychodząc z kawiarni. 
- Spokojnie, dziewczyno! - rzekła, zdziwiona zachowaniem koleżanki.
- NIE! NIE BĘDĘ SPO~- nagle, na ich nieszczęście, wpadły na jakiegoś blondyna. Katsura od razu rzuciła mu się w oczy. 
- Przepraszam - szybko powiedziała Roza, spoglądając na As, która masowała swoje czoło.
- Witajcie, ślicznotki.. Jak masz na imię? - spytał czarno-włosą, dokładnie ją "skanując".
- Nie Twoja sprawa. Rozo, wracajmy już do Słodkiego Amo- nagle, Dakota wbrew jej własnej woli złapał ją za rękę. Roza chciała zainterweniować, ale właśnie przyjechał pociąg pełen pasażerów, a ich trójka stała na drodze tego tłumu. Dake wtulił w siebie Asami, zaś ludzie potrącili biedną Rozę.
- Puszczaj! Przez Ciebie się spóźnię! - zaczęła się wyrywać, lecz to było na nic. Co mogła zdziałać?
- Spokojnie. Najpierw mi powiedz, jak się nazywasz. Ja jestem Dakota, chociaż wolę, jak mówią na mnie "Dake" - rzekł, mrugając do niej. Te tępe gadki na podryw nie działały na dziewczynę. Chciała z kulturą mu stwierdzić, że nie ma szans, choć w środku dosłownie się w niej gotowało ze złości.
- Nie powinnam rozmawiać z kimś, kogo nie znam - wyrwała się z uścisku chłopaka. Podniosła torbę z chodnika i pobiegła szukać Rozy.
- Kręci mnie.. - powiedział do siebie, jeszcze podążając za nią wzrokiem.


- Kretyn.. - mówiła w myślach, wbiegając na teren szkoły. Rozalii nie było pod kawiarnią, ani nie czekała na nią blisko stacji, więc musiała być właśnie tutaj. - Nie widzę jej..
- Cześć, decha - usłyszała za sobą złośliwy śmiech Kastiela.
- Spadaj! - weszła do środka budynku. Poszła do sali, w której właśnie miały odbywać się zajęcia.
Usiadła na swoim miejscu. Wyjęła zeszyt do nut. Nagle, wstała i siadła przy fortepianie. Wyjęła jakąś zgniecioną kartkę z zeszytu i zaczęła się jej przyglądać.
- Czyżby to była.. - zaczęła grać według nut, które były starannie na niej zapisane.


Wszyscy na nią patrzyli - wszyscy obecni w sali. Nagle, do pomieszczenia wszedł Lysander, który właśnie miał mieć tutaj kolejne zajęcia. Przyglądał się grającej dziewczynie z wymalowanym uśmiechem na ustach. Jej dłonie zaczęły się trząść. Ledwo udało jej się zagrać odpowiednio ostatni dźwięk. Wybiegła z klasy i skierowała się do piwnicy. Nie obchodziło ją to, co mogli sobie o niej pomyśleć. Nie obchodziło ją również to, że opuści zajęcia. Chciała zostać sama. Nie wiedziała, co piosenka skomponowana przez jej zmarłą matkę robiła w zeszycie do nut. Czy to był.. znak? 
- Hmm? - usłyszała za sobą głos chłopaka. Odwróciła głowę. W kącie siedział Armin, którego twarz oświetlał ekran telefonu.
- Wybacz, że przeszkadzam. Już wychodzę - powiedziała łamliwym głosem.
- .. Spoko, zostań, nie przeszkadzasz mi. Lubisz grać w gry? - szybko zmienił temat, gdyż zauważył, że Katsura jest w złym stanie.
- Niezbyt.. gram tylko i wyłącznie w Simsy - podeszła bliżej niego i zsunęła się po ścianie. Armin dał jej do rąk telefon i pokazał, jak powinna postępować podczas rozgrywki.
- To wcale nie jest takie głupie! - rzekła, zafascynowana grą.
- Wreszcie ktoś, kto mnie rozumie! Ta gra odzwierciedla rozpadający się na kawałki świat.
Do piwnicy wszedł Alexy.
- Armin, Ty.. Ty.. Ty pajacu! Znowu opuściłeś zajęcia! Czy Ty zdajesz sobie sprawę z tego, co odstawiasz?! - krzyknął.
- Spróbuję jutro - westchnął znudzony. - Poza tym, od kiedy z Ciebie taki wzorowy uczeń?
- Zawsze byłem wzorowym uczniem - rzekł, poprawiając dumnie grzywkę. Dopiero zdołał zauważyć Asami. - To Twoja dziewczyna?!
- C-Co Ty pleciesz?! - wrzasnął Armin.
Czarno-włosa zaczęła się z nich śmiać.
- Dobra, od dzisiaj jesteście Flip i Flap - powiedziała krótko. 
- Że co?! - krzyknęli w tym samym momencie. - Nie mów wtedy, kiedy ja! Przestań! - nadal krzyczeli w tym samym czasie, jeszcze bardziej rozbawiając Katsurę.
- To.. może ja zostawię was samych? - oddała Arminowi telefon i wyszła z piwnicy.
- Widzisz? Wystraszyłeś ją!


czwartek, 18 lutego 2016

Liebster Award!


Bardzo dziękuję Ci za nominację, Mizuki-chan! Odpowiadam na pytania dopiero teraz, ale mam nadzieję, że to nie problem. ^~^ Zaczynajmy!


  • Jak myślisz, jaki kwiat odzwierciedla twój charakter?
Kompletnie nie znam się na kwiatach.. wyszło szydło z worka. Ale przyjaciółka mi podpowiedziała, że lawenda, więc lawenda! A gdybym ja miała wybrać, to stokrotka, chociaż nie wiem dlaczego.

  • Czego boisz się najbardziej?
Wielu rzeczy. Naprawdę. Między innymi: pająków, wojen, duchów, potworów z szafy, itp. 
A tak serio, to najbardziej boję się końca świata. Tak, właśnie ;v
  • Zachowanie ludzi, które najbardziej cię irytuje?
Samouwielbienie. Ale nie takie sarkastyczne, tylko mówione na poważnie.
  • Jaki obcy język chciałabyś znać?
Japoński :'D
  • Najbardziej wstydliwy moment w twoim życiu.
Hmm.. Chyba takich nie było.. ALBO NIE. Przypomniałam sobie xD To było  w 2 klasie podstawówki..? robiliśmy jakieś tam ludki z warzyw. Chciałam prawdopodobnie wyrzucić coś do śmietnika, więc wstałam i zaczęłam iść w stronę owego śmietnika. Na środku klasy leżał plecak, a mądra Nata nie spojrzała pod nogi i nagle bach, na oczach wszystkich się wywaliłam na podłogę przez ten plecak xD
  • Myślisz, że ludzie są wyjątkowi?
Istnieją naprawdę wyjątkowi ludzie, a mam na myśli tych, którzy są sobą i nie próbują być kimś, kogo lubią.  ^~^
  • Twoja ulubiona pora dnia? Dlaczego akurat ta?
Ranek, między 9-11. Wtedy jakoś mi tak przyjemniej siedzieć.. xD A zwłaszcza w sobotę! ^^
  • Spróbuj opisać swoją duszę. Jaki ma kolor? Jest wyraźna, czy blada? Czy jest szczęśliwa?
Cóż, na pewno się staram, by była szczęśliwa xD Kolor ma niebieski, chociaż czasami zmienia go na szary ;-; Jest raczej wyraźna, taki neonowy niebieski B)
  • Opisz siebie w dziesięciu słowach.
- spontaniczna,
- wesoła,
- bulwers,
- 'lekko' głupia,
- przyjacielska
^wg. mnie^
- szalona,
- uczynna,
- niegrzeczna (? XD),
- śmieszna
^wg. przyjaciółki^
(Specjalne podziękowania na końcu)
  • Spróbuj wyobrazić sobie swoje życie za dziesięć lat i opisz mi je.
Hmmm.. Ale wtedy będę stara o.o Never mind. Cóż, nie wiem, jak to będzie. Szczerze mówiąc, to nawet się nad tym nie zastanawiałam. Gdybym tak miała sobie wyobrazić.. To siedzę przed laptopem i oglądam anime z moim mężem B) A tak serio, to nie wiem. xD


Bardzo dziękuję mojej przyjaciółce - Joli, za pomoc przy dwóch pytaniach ^~^ (To chyba nie jest żadne naruszenie pseudo "regulaminu" xD)

Nominuję:
  1. http://goforyourhappiness.blogspot.com/
  2. http://slodki-pamietnik-i-slodki-sekret.blogspot.com/
  3. http://sweetandbitterlove.blogspot.com/

Pytania:
  1. Skąd wzięłaś pomysł na pisanie opowiadania?
  2. W jaki sposób odkryłaś grę "Słodki Flirt"?
  3. Twój sposób na wenę.
  4. Kim dla Ciebie jest osoba czytająca Twoje opowiadanie?
  5. Gdybyś mogła przenieść się do anime/mangi/książki/gry (czy co tam wolisz) na jeden dzień, jaki tytuł by to był? (np. do gry 'Słodki Flirt')
  6. Bez czego nie wyobrażasz sobie życia? Jakiegoś przedmiotu/osoby?
  7. Jakie cechy najbardziej cenisz w drugim człowieku?
  8. Twoje ulubione imię.
  9. Jaki jest Twój ulubiony przedmiot w szkole?
  10. Czy potrafisz opisać swoje opowiadanie w trzech słowach? Jeśli tak, jakie będą to słowa?
  11. Twój sposób na nudę.
W końcu~
Naprawdę ciężko było mi wymyślić te 11 pytań o.o Nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać.. Nominowałam tylko 4 blogi, bo.. bo tak xD Cóż, pewnie dlatego, że na prawie każdym blogu już jest LBA.. to zapanuje nad światem!

Pozdrawiam! 


czwartek, 11 lutego 2016

Rozdział 2 [STARA WERSJA]


Pierwsza zasada życia? Nigdy się nie poddawaj. Druga zasada? Zawsze trzymaj się pierwszej.


Asami obudziła się w środku nocy, słysząc dźwięk skrobania paznokciem o ścianę. W pierwszej chwili myślała, że Lysander coś robi, ale gdy zauważyła, że właśnie opierała głowę o ramię śpiącego chłopaka, odskoczyła od niego zarumieniona. Wstała na równe nogi, rozglądając się po pomieszczeniu. Odgłos dobiegał z drugiego końca sali. Podeszła tam po cichu. Zauważyła coś czarnego, a oczy tego stworzenia błyszczały się w ciemności, która panowała w sali. Usłyszała ciche "miau" i schyliła się nad zwierzątkiem.
- Kto Cię tu wpuścił? - zapytała, nie licząc na odpowiedź. Wzięła go na ręce i się uśmiechnęła. - Nazwę Cię Bonifacy! - stwierdziła dumnie, przytulając kota.
Osunęła się po ścianie i znowu zasnęła...


Brązowowłosy chłopak usilnie próbował zasnąć. Dręczyła go pewna myśl, mówiąca "Jak mogłem pozwolić jej odejść?". Zerwał się na równe nogi, otworzył szafę z hukiem, wyjął z niej torbę i spakował parę rzeczy. Nabazgrał coś na kartce i wybiegł z domu, jeszcze zapinając ostatnie guziki koszuli. Była to późna godzina, ale kursował autobus. Skierował się na przystanek. Kiedy już tam dotarł, oparł głowę o słup, odliczając w myślach sekundy. Zmienił się. Już dawno się zmienił. Z nieśmiałego okularnika w przystojnego chłopaka, przykuwającego uwagę płci przeciwnej na ulicy. Jednak on myślał, że znalazł sobie swoją drugą połowę. Gdyby nie jego wcześniejsze dziecinne zachowanie, być może właśnie byłby z nią szczęśliwy? Autobus zatrzymał się na przystanku. Kentin wsiadł do niego, zapłacił za bilet i w ciszy czekał na dojazd do Appolose Plains.


W ciemnym pokoju widać było twarz, którą oświetlał monitor. Armin - chłopak, który uwielbiał gry komputerowe i był zafascynowany elektroniką, właśnie postanowił, że wyłączy komputer. Westchnął, widząc, jak monitor gaśnie i w pokoju robi się całkiem ciemno. Wstał, przecierając ledwo otwarte oczy i skierował się w stronę łóżka. Wsunął się pod kołdrę, gdy nagle...
trzask!
Usłyszał mocne trzaśnięcie drzwiami. W ciemności widział jedynie wyróżniające się niebieskie włosy. Jego powieki opadły same z siebie, chciał odpłynąć w błogim śnie, ale nagle poczuł ból w okolicach głowy. To brat nad nim stał z grubą encyklopedią, którą przed chwilą go walnął.
- Oszalałeś?! - krzyknął Armin, masując obolałe miejsce.
- Gdybyś widział swoją minę! - śmiał się wniebogłosy Alexy, odkładając książkę.
- A teraz daj mi spać! - Armin zakrył się kołdrą od stóp do głowy, znowu zamykając oczy.
- Dzisiaj jest poniedziałek, mózgu! Czas iść do szkoły! - wrzasnął mu do ucha brat.
- CO?! - czarnowłosy wstał i ubrał się najszybciej, jak umiał, podczas gdy jego bliźniak już wychodził z domu.
Wybiegł za nim, jeszcze wsuwając buta, i skierował się w stronę szkoły.
- Znowu grałeś do rana! Jak Ty w ogóle masz siłę stać? - Alexy spojrzał na niego.
Armin nie odpowiedział. Szedł, chwiejąc się i mocno zaciskając oczy.


Obudziła się, widząc przed sobą Lysandra bawiącego się z kotem.
- Już wstałaś? Otworzyli salę, możemy wyjść - powiedział, prostując się, podczas gdy kot próbował wdrapać się mu na ręce.
- Mogłeś mnie obudzić - odparła, wstając i rozglądając się.
- Nie chciałem przerywać Ci snu. Być może był piękny i nie chciałaś się z niego budzić - uśmiechnął się, głaszcząc Bonifacego.
- Był normalny - odparła, nerwowo bawiąc się kosmykiem włosów.
- Wiesz, uważam, że to urocze - zaśmiał się.
- A-Ale co?
- To, jak się denerwujesz - odpowiedział. - Chodź, bo spóźnimy się na zajęcia.
Lysander, już zdążył wyjść z pomieszczenia. Asami westchnęła i wyszła za nim.
Wpadła na niebiesko-włosego chłopaka. Złapała się za bolący punkt i zaczęła go masować. Mocno zacisnęła oczy, po czym je otworzyła. Spojrzała na chłopaka.
- Wszystko okej? - zapytał, pomagając wstać dziewczynie.
- T-Tak. Wybacz, to ja na Ciebie wpadłam - przeprosiła, prześwietlając go.
Był wysoki, przystojny, miał niebieskie włosy i dość rażący w oczy strój. Przeciętna nastolatka pomyślałaby o nim mniej więcej ,,Jaki słodziak!"
- Nic się nie stało! - odparł, szeroko się uśmiechając.
Jest totalnym luzerem, pomyślała. Usłyszała dzwonek sygnalizujący początek lekcji.

Wszyscy weszli do klasy i usadowili się na swoich miejscach. Asami usiadła na końcu i zaczęła się rozglądać.
- Czym jest dla was muzyka? - zapytał pan Farazowski, patrząc na wszystkich uczniów.
- Grając na gitarze mogę się uspokoić - stwierdził Kastiel, już odliczając do końca lekcji.
- Uspokoić? Nie wnikam - dopowiedziała Rozalia.
- Asami, a czym muzyka jest dla Ciebie? - spojrzał na dziewczynę.
- Cóż.. to coś wyjątkowego. Śpiewając lub grając na fortepianie mogę się odprężyć. To jest jedyna więź łącząca mnie ze zmarłą matką. Zawsze, kiedy robię coś związanego z muzyką, wyobrażam sobie jej uśmiechniętą twarz - odparła, uśmiechając się delikatnie.
Nauczyciel również odpowiedział jej uśmiechem, po czym zaczął kontynuować zajęcia.

***

sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział 1 [STARA WERSJA]


Muzyka - niezawodny lek na wszystkie problemy.

 Odkąd postanowiłam zdać do Słodkiego Amorisa, nie robię nic poza ciągłymi ćwiczeniami. Chcę się tam dostać tylko dlatego, bo zasłużyłam. A przy okazji poznać tak wiele ciekawych osób!

***

Na zewnątrz ciągle pada śnieg. Ta pora roku jest taka ponura. Nie kojarzy się z niczym dobrym, poza wieczorami przy kominku z kubkiem gorącej czekolady i jakąś ciekawą książką. Nagle, rozległ się odgłos trzaśnięcia drzwiami.
- Wróciłem - Asami usłyszała głos swojego ojca.
- Tato... - zaczęła. - Bo wiesz, są przesłuchania do Słodkiego Amorisa..
- I co w związku z tym? - zapytał, zdejmując buty.
- Chcę spróbować swoich sił. Jest szansa na stypendium, więc czemu nie? - spojrzała na niego, oczekując odpowiedzi. Zapadła krępująca cisza.
- Idę spać, jestem zmęczony, a jutro kolejny 'piękny' dzień - zręcznie ominął jej pytanie, kierując się do swojej sypialni.
Asami spuściła głowę. Nawet jeśli się nie zgodzisz, i tak tam pójdę, pomyślała, po czym również skierowała się do swojego pokoju. Padła na łóżko, zamykając oczy i zasypiając nadzwyczaj szybko.

Dzwonek dzwonił już od jakiś pięciu minut, ale nastolatka spała jak zabita, i dopiero teraz ten łoskot ją obudził. Przeklinała w myślach budzik, gdy nagle sobie przypomniała, że dzisiaj jest ważny dzień. Natychmiast zerwała się z łóżka, by wybrać stosowny strój, odpowiednio się uczesać i takie tam...

Po około godzinie, była już gotowa do wyjścia. Chwyciła klucze, i wychodząc zamknęła drzwi. Trzymała się za nadgarstek, by go spróbować opanować, ponieważ trząsł się odkąd wyszła. Stanęła przed wielką, pozłacaną bramą, na której widniał wyryty napis "Słodki Amoris". Uchyliła ją lekko. Kiedy postawiła krok na chodniku tej szkoły, jej życie zmieniło się o 180 stopni...

- Pani dyrektor, jest pełno kandydatów, nie zdołamy ich wszystkich dzisiaj przesłuchać - rzekł jeden z nauczycieli, wyglądając przez okno.
- A więc, przesłuchania muszą odbywać się kilka dni - wyszła z gabinetu, trzymając w ramionach śpiącego psa. 
Ku jej zdziwieniu, zwykle korytarz, na którym jest spokojnie, był wypchany po brzegi 'młodymi talentami'. 
Asami wcisnęła się przez zatłoczone wejście i próbowała przecisnąć się przez te tłumy. Lekko mogła złapać oddech, ale parła dalej, myśląc o tym, jak wielce byłaby szczęśliwa, gdyby ją przyjęli. Nagle, ktoś się przesunął, przez co upadła na podłogę tuż przed panią dyrektor.
- Wszystko dobrze, dziecko? - wyciągnęła w jej stronę rękę.
- T-Tak - odpowiedziała, lekko zakłopotana. Wstała, otrzepując się i uśmiechając w stronę starszej pani. - Nazywam się Asami, proszę pozwolić mi spróbować swoich sił w egzaminie wstępnym! - w jej oczach widać było olbrzymią determinację, bardzo rzadko spotykaną u tak młodych i niepewnych siebie ludzi.
- Proszę bardzo! - kobieta szeroko się uśmiechnęła. - Chodź za mną, pan Farazowski już czeka - ruszyła w stronę sali, w której odbywały się przesłuchania.

Weszła do środka. Sala była ogromna. Znajdowała się w niej scena wraz z kurtyną, miejscem dla widowni, oraz 3 siedzenia przed sceną, z pewnością dla nauczycieli. Weszła po schodkach. Znalazła się przed wszystkimi. Wzięła głęboki oddech. W tym momencie lekko się zestresowała. Próbując to ukryć, siadła przy pianinie i zaczęła grać. Kropelki potu spływały jej po czole. Starała się bardziej niż zwykle. Chciała wykorzystać tą szansę i dostać stypendium. Chciała być taka, jak jej mama, która również uczyła się w tej szkole. 


Po około 10 minutach usłyszała brawa. Spojrzała się w stronę nauczycieli. 
- Jesteś naprawdę utalentowana! Zasługujesz na to stypendium! - rzuciła dyrektorka, uśmiechając się. Postawiła psa na podłodze, jednocześnie uwalniając tą wcześniej obezwładnioną bestię, która zwie się Kiki. 
Asami zbiegła ze sceny i pobiegła w stronę kobiety. Mocno ją przytuliła.
- Dziękuję! Dzięki pani mogę spełnić swoje marzenia - powiedziała, dalej trzymając kobietę w uścisku.
- Lysandrze, a Ty jak oceniasz występ? - zapytał nagle pan Farazowski, patrząc na młodzieńca.
- Piękna muzyka. Sama ją komponowałaś? - odparł chłopak, zadając pytanie Asami.
- T-Tak.. cieszę się, że Ci się podoba - puściła dyrektorkę, pozwalając jej oddychać. Była lekko zdziwiona, bo wcześniej nie zauważyła swojego idola.
- Jesteś bardzo żywiołowa - zaśmiała się staruszka. - Lysander, czy mógłbyś ją oprowadzić po szkole? Myślę, że Nataniel ma teraz inne sprawy na głowie - dodała po chwili, już wychodząc z nauczycielami z sali.
- A więc, chodź za mną - ruszył w stronę wyjścia z sali. Dziewczyna posłusznie za nim poszła.
- Nie jestem pewien, czy mogę teraz wyjść na korytarz, uwzględniając to, jak wiele jest tam.. ludzi - westchnął, wyglądając przez lekko uchylone drzwi.
- Czyli bycie znanym ma też swoje złe strony - zaśmiała się, znowu próbując opanować nadgarstek, który trząsł się pod wpływem wielu emocji.
- Co jest? Lysiu, boisz się wyjść? - wnet usłyszeli dziewczęcy głos. Asami odwróciła się. Zauważyła białowłosą, naprawdę śliczną dziewczynę z wręcz złotymi oczami.
- Nie chodzi o to, że się boję. Raczej nie chcę, żeby mnie otoczyły ze wszystkich stron - stwierdził, spoglądając w stronę Rozalii. 
- Ja muszę się stąd jakoś wydostać, umówiłam się z Leo! - podeszła bliżej drzwi.
- Nie ma tutaj drugiego wyjścia? - spytała Asami, rozglądając się dookoła.
- Jest, niestety zamknięte - odparła Rozalia.
- Wszyscy sobie idą..? - stwierdził Lysander.
Roza już spokojnie wyszła na korytarz.
- A więc... Asami, tak? - Lysander na nią spojrzał.
- T-T-Tak - zająknęła się, lekko przy tym czerwieniąc. Zestresował ją fakt, że została sama z tym, którego zawsze podziwiała. 
- Spokojnie, nie zjem Cię - uśmiechnął się lekko, przez co dziewczyna się rozluźniła (aut. Upewniła się, że Lys jej nie zje xD).
- Tak więc, od czego zaczynamy, mój przewodniku? - zaśmiała się, wprawiając w zakłopotanie Lysandra.
- Nie mam zbyt dobrej orientacji w terenie, ale tą szkołę znam jak własną kieszeń - powiedział, kierując się w stronę sali śpiewu.
Weszli do środka. Sala oddzielona była ścianką ze szkłem. W pierwszej części były instrumenty, a w drugiej mikrofon i cały sprzęt.
- Nieźle.. - zdołała powiedzieć tylko tyle, rozglądając się po pomieszczeniu. 
Na ścianach wisiały dyplomy i złote oraz srebrne medale - nie było ani jednego brązowego. 
- Chodźmy dalej. Do sali tanecznej - drugiego domu pana Borysa - odparł chłopak, rzekł prowadząc Asami.
W tej sali było mnóstwo wolnej przestrzeni. Na ścianach wisiały lustra, zaś w rogu sali stał regał z rzeczami pana Borysa. Dziewczyna stanęła w rozkroku na środku sali, patrząc się na swoje odbicie w lustrze. Lys podszedł do niej, również patrząc się w lustro.
- Umiesz tańczyć? - spytał, przechylając głowę w lewą stronę.
- Trochę - odparła, prostując się.
- A śpiewać? - zadał kolejne pytanie.
- Też trochę - odpowiedziała, rumieniąc się.
- Jesteś skromna, co? - uśmiechnął się.
Nagle zgasło światło i słychać było przekręcenie zamku. Ktoś zamknął drzwi od sali.
- Co się dzieje? - zapytała Asami, licząc na konkretną odpowiedź od strony nowego znajomego.
- Ktoś widocznie nas zamknął. Na pewno nie był to Borys, nie ma go dzisiaj - odpowiedział, podchodząc do drzwi.
Spróbował je otworzyć, ale nie udało się.
- C-Co teraz? Jest późno, a dyrektorka zniknęła razem z całym tłumem - dziewczyna zaczęła panikować. Chciała zachować zimną krew, ale jej się to nie udawało.
- Najwyżej zostaniemy tu na noc. Rano ktoś musi otworzyć drzwi - odpowiedział Lys, po którym nie było widać, by się przejmował tą sytuacją.
Ojciec mnie zabije. Będzie wściekły, że nie wróciłam na noc do domu, myślała, patrząc to w lewo, to w prawo.
- Gdybyśmy mieli przy sobie telefon, moglibyśmy do kogoś zadzwonić - westchnął białowłosy, odchodząc metr dalej od drzwi. - Bez nerwów, jak już mówiłem, nie zostaniemy tu na całą wieczność.
Postanowione. Po 18-stce się wyprowadzam, powiedziała do siebie w myślach dziewczyna. Zsunęła się po ścianie. Jej powieki opadły. Lysander usiadł obok niej. Jej głowa zaczęła zsuwać się lekko w prawo, przez co osunęła się na ramię chłopaka. Zignorował ten fakt, nie chcąc budzić nowej znajomej. Obydwoje zasnęli bardzo szybko.

- Zamknęłam tego piosenkarzynę i jego nową dziewczynę w sali tanecznej - rzekła dumnie blond-włosa dziewczyna z toną makijażu na twarzy.
- Hmm? Mówisz o Lysandrze i tej, która liczy na stypendium? - dopytywała się Li.
- Tak, właśnie o tej dwójce. Kiedy wyeliminujemy Lysandra, same zdobędziemy mnóstwo fanów! On zacznie gasnąć, a my zabłyśniemy! - z olbrzymią determinacją, zmarszczyła brwi, parszywie się uśmiechając.
- Fajna motywacja - odparła Charlotte, nie odzywająca się od dłuższego czasu.

- Gdzie ona jest? - powtarzał ciągle mężczyzna chodzący wte i wewte po całym domu. Liczył, że córka siedzi w którymś z pokoi, ale im dłużej szukał, tym bardziej trzymał się przekonania, że jej nie znajdzie. - Niemożliwe... moja córeczka uciekła z domu? - pobiegł do jej pokoju i otworzył szafę. Było w niej pełno jej ubrań, więc nie mogła uciec. Odetchnął z ulgą, osuwając się po ścianie i zasypiając w pozycji siedzącej.

---

Więc... koniec 1 rozdziału. Szybko go napisałam, prawdę mówiąc, pierwszy raz w życiu napisałam rozdział tak szybko xD Przynudzam? Tak, wiem. Nevermind. Rozdziały będą mniej więcej takiej długości. Cóż, mogą wypaść raz trochę dłuższe, raz krótsze, to zależy od paru czynników. Dobra... nie chcę już nikogo zanudzać. Mam nadzieję, że jak na razie się podoba.. Miłego wieczoru~

piątek, 22 stycznia 2016

Prolog [STARA WERSJA]


Muzyka przywołuje wspomnienia... Ale nie zawsze te dobre, czasem jedna piosenka może doprowadzić Cię do łez.




 Nazywam się Asami. Asami Katsura. Mam 17 lat. Kocham muzykę. Mogę w niej wyrazić to, co czuję. Wszystko wokół nas to muzyka. Może powstać z każdego stuknięcia, otarcia, walnięcia, czegokolwiek. Niestety, obecny status materialny mojej rodziny nie pozwolił mi na rozwijanie tej pasji. Moja mama była znaną kompozytorką, lecz umarła dawno temu, gdy miałam zaledwie 5 lat. Niewiele o niej wiem. Prawdę mówiąc... o sobie też niewiele wiem. Chcę w życiu czegoś dokonać. Zapisać się w historii jako ktoś więcej, niż zwykły człowiek, który żył i umarł...

***

Na zewnątrz sypał biały śnieg. Była to już połowa zimy. Asami siedziała na fotelu, pijąc gorącą czekoladę i wpatrując się w dal. W pewnym momencie, odstawiła już pusty kubek i sięgnęła po kurtkę.
- Coś mi mówi, że dzisiaj wydarzy się coś dobrego! - wyszła z domu z uśmiechem na ustach i skierowała się do wyjścia.

Chodząc po uliczkach miasta, do którego zaledwie parę dni temu się przeprowadziła, zauważyła chłopaka wyraźnie rzucającego się w oczy. A może skądś go znała? Podeszła bliżej, by się przekonać.
- No i na co się tak patrzysz? - zapytał, patrząc na nią pustym wzrokiem.
- No i po co się tak głupio pytasz? - zmarszczyła brwi, odwracając się na pięcie. - Burak - pomyślała.
- Kastiel! Może byś nam tak pomógł, co? - usłyszała za sobą ciepły, melodyjny głos. Coś kazało jej się z powrotem odwrócić. Ujrzała z lekka szare włosy, których końcówki pofarbowane były na ciemny zieleń, co idealnie się ze sobą komponowało.
- Ly...sander? - wydusiła z siebie. Stał przed nią jej idol. Ten, który chodził do prestiżowej szkoły muzycznej "Słodki Amoris", i również ten, którego wizerunek zna prawie każdy przeciętny człowiek.
- Hmm? Czyżby kolejna fanka? - zapytał ironicznie Kastiel, klepiąc przyjaciela po ramieniu.
- Znamy się? - Lysander spojrzał na dziewczynę.
- N-Nie! T-Tak! Znaczy... ja Ciebie znam! - zaczęła szukać jakiegokolwiek kawałku papieru po kieszeniach.
Chłopak wyjął notes, wyrwał kartkę i umieścił na niej swój podpis.
- Proszę - uśmiechnął się. - Kastiel, czas na nas - zaczął odchodzić w stronę centrum miasta, a za nim jego czerwonowłosy znajomy.
Zauważyła jakiś plakat leżący na gruncie, który już zdążył przysypać śnieg. Podniosła go, otrzepując z białego puchu.
- Przesłuchania do Słodkiego Amorisa? - zwinęła plakat, chowając go do kieszeni. Skierowała się do domu, podśpiewując coś pod nosem.